O tym, że zostałem tytułowany

20-01-2012

Trzy i pół roku studiowania, kilka miesięcy przygotowań, ostatni nieprzespany tydzień, godzina czekania, pół godziny stresu i voilà – jestem już podobno panem inżynierem. Podobno, bo do rozdania dyplomów jeszcze trochę zostało, ale na szczęście egzamin mam już za sobą i mogę oddać się czystej przyjemności… erm… świętowania.

Teraz czeka mnie kilka dni biurokracji, papierkologii i rekrutacji na studia magisterskie, a później – mam nadzieję – bez większego ciśnienia będę mógł oddać się na kilka dni zdjęciom i innym dziwnym rzeczom, na które zabrakło czasu w tym semestrze.

(Chyba jestem nieco niewyspany na zdjęciu powyżej).