O tym, że obiecanki cacanki, a głupiemu wiosna

02-03-2012

Odkąd pamiętam, obiecuję w regularnych odstępach czasu, że „już niedługo, już za momencik” znajdą się tu zdjęcia, albo inne ciekawostki. Mógłbym to chyba zwalić na karb mojego stosunku do pochopnego obiecywania. Bo i owszem, jeśli obiecam to dotrzymam słowa, ale zdarza się, że od obietnicy do realizacji upłynie tyle czasu, że niektórzy – jak to się mówi, „poważni” – ludzie mogliby tego nie zrozumieć ;) Prawda jest taka, że poza portretowaniem ludzi mało co mnie w fotografii pociąga na tyle, żeby poświęcać się i odmrażać sobie cztery litery w zimę lub ryzykować wybór zbyt ciepłej kurtki w wiosnę w imię fotografowania czegoś, co i tak mi de facto dynda.

To jest też ciekawa sprawa, bo nie rozumiem kompletnie fotografowania wszystkiego i niczego, więc niecierpliwie przestępuję z nogi na nogę wierząc, że w końcu ktoś mi wyjaśni, jak można kochać robienie słodkich fotek makro, koników, krajobrazów i zdjęć nocnych i, dajmy na to, motorów jednocześnie. NO JAK? Przecież liczą się tylko autoportrety zrobione podczas mycia zębów ;)

Inną rzeczą jest to, że czekam z utęsknieniem na dobry humor u pani pogody i zapach morza (plus gołębie kupki na Zaspie gratis). Może uda mi się zrealizować kilka planów, które w trakcie pracy nad inżynierką gdzieś tam w mojej łepetynce sobie powolutku kiełkowały i teraz ustawiają się w kolejce, żeby złapać trochę słońca. (To, czy kiełkowały na glebie żyznej, czy nie,  jest inną sprawą ;) ).

Czekam też na film Rogera Sargenta „The Libertines: There Are No Innocent Bystanders”. Samą kapelę kocham miłością bezgraniczną i nie mogę się doczekać, aż jakimś cudem film uda mi się w łapska dorwać i wchłonąć.

Czuję małe ukłucie żalu za każdym razem kiedy pomyślę, że nie będę miał okazji zobaczyć ich na żywo.

Psychiczny ekshibicjonizm na blogu podnieca mnie coraz mniej i ciężko zrozumieć mi dlaczego,  bo składanie literek w słowa, słów w zdania, a zdań w wypociny jest tym, co ja – jako tygrysek – lubię bardzo, choć nie najbardziej. Zrzucę to na zimę i po raz kolejny obiecam poprawę. Czuję też lekki dysonans między treściami prywatnymi, a „poważnymi” na tym blogu i zastanawiam się nad otworzeniem jakiegoś magicznego miejsca, gdzie mógłbym półanonimowo opróżniać czaszkę ze zbędnych kwiatków i obserwacji nagromadzonych przez te 22 lata mojego życia,  które z pewnością byłoby ciekawie (w każdym razie dla mnie) zobaczyć w formie pisanej. Tylko kto by to czytał?

 

  • Sebastian

    A ja bym se poczytał. W pracy i tak się nudzę. ;)

  • Innego bloga już miałeś i go zmarnowałeś,a zaczynał się dobrze. Oprócz obiecanek cacanek zwaliłabym też troszkę na niekonsekwencję :)