O tym, że bez rybki ni dy rydy

26-08-2012

To chyba jedne z najbardziej intensywnych wakacji, jakie było mi dane przeżyć w te wakacje. Właściwie to już ostatnie przedśmiertne podrygi tego okresu, więc wstydem byłoby przez ten cały czas nie wybrać się na rybkę, stąd też dzisiejsze zdjęcia sponsorują Kąty Rybackie. Jeśli chodzi o tegoroczne wakacje, to szkoda mi tylko bardzo, że z braku czasu nie zrobiłem jednej rzeczy – miałem się dla siebie pouczyć chemii. Raz, że jestem w tej dziedzinie nogą, a wiedza z liceum wyparowała gdzieś  przez te cztery lata, a dwa, że to nieładnie nie znać się choć trochę na tym, o czym dyskutują znajomi ;)

Z jednej strony odczuwam pociąg do Gdańska, jak Japończycy do dziwnych automatów – używane majtki z maszyny, to mogło powstać tylko tam – i najchętniej wyniósłbym się do niego lada moment, ale myśl, że będą to moje ostatnie typowe dwumiesięczne wakacje i ostatni tak długi okres czasu spędzony w Kwidzynie sprawia, że jest mi trochę… nostalgicznie?

Oczywiście wszystko to wypali, jeśli noga mi się nie powinie, nie wystąpią żadne nieprzewidziane okoliczności, nie wciągnie mnie tornado, autobus miejski nie wybuchnie, a moje plany nie spalą na panewce.

Nie da się ukryć, że coś – a szczerze mówiąc to całkiem dużo, jak na streszczenie takich planów w kilku zdaniach – może nie wyjść, czego bym sobie niezbyt życzył, więc trzymajcie za mnie kciuki, koniecznie.

Przerwa reklamowa na rybkę.

Po przerwie.

Zdjęcia popełnione telefonem. Lubię tę świadomość, że zawsze mam przy sobie aparat, bez względu na to, jaki by nie był. Coś, co było nie do pomyślenia w czasach moich rodziców, praktycznie wrosło mi w rękę. To trochę fascynujące, nie?

PS. Mówiłem, że jest mi nostalgicznie ;)
PS2. (Zawsze jak mam taki nastrój jest mi trochę automatycznie wstyd, ale nie wiem skąd się to bierze i nic na to nie mogę poradzić).

  • Wnusiek

    Wiedza z liceum powiadasz… :D

  • To już swoją drogą :D