O tym, że w Kwidzynie jest brzydka trawa

20-08-2012

W życiu każdego mężczyzny (chłopca też, na co autor tego bloga jest najlepszym dowodem) przychodzą takie momenty – a im częściej, tym ciekawiej – że rzuca rękawicę z wyhaftowanym hasłem „chodźmy na spacer” pod obute w czółenka od Louboutina stópki koleżanki, dziewczyny, żony, czy też innej partnerki. Oboje uradowani – ho, ho – czekają na umówiony dzień, godzinę i sekundę, a im bliżej tej chwili, tym mocniej perli się pot na skroniach rzeczonego chłopca – no bo gdzie tu zabrać damę na wspólną przechadzkę?

Żeby wszystko wyjaśnić, wyprostować i wszystkiemu nadać odpowiedni ton – to nie jest tak, że nie lubię Kwidzyna. Lubię. Nie kocham go może tak, jak piegów w słońcu, ale mimo wszystko lubię. Ciężko mi się na jego temat wypowiadać choć w jakimś stopniu obiektywnie, ale z tego, co słyszę z ust moich znajomych z miast innych – jest całkiem ładnie, to fajnie. Sprawa jest raczej taka, że ptaszek nie marudzi na życie w klatce, dopóki go z tej klatki nie wypuścicie, łapiecie, o co mi chodzi? No właśnie. W naszej podróży skupimy się tylko na trawkach i chodniczkach z Kwidzyna – zakładamy, że na naszej romantycznej przechadzce unikamy uroczego rozpychania się łokciami pośród tłumu znajomych w jednym z pięciu kwidzyńskich lokali.

Zacznijmy od „góry” – park za urzędem miasta. Park to może słowo nieco na wyrost, bo tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak jedna kilkudziesięciometrowa alejka nie czyni od razu parku. Po przejściu jej w tę i z powrotem jakieś sześć razy pragniemy zrobić to, co powinno dać się zrobić w parku – posadzić czteroliterową część ciała na trawce, położyć się na plecy i pogapić w białe obłoki. Brzmi pięknie, a przestaje, kiedy niczym Telimena musimy otrząsać się z mrówek, które akurat pod naszą pupą musiały sobie wymyślić mrowisko. Nic to, bo coś, co przypomina trawę w naszym parku i tak nie zachęca do wylegiwania się. Idziemy dalej…

…i lądujemy pod zamkiem. Właściwie na tym mógłbym skończyć ten etap naszej podróży, ale może jednak – 15 metrów, które każdy Kwidzyniak zna lepiej niż własną kieszeń. (Jak to się stało, że nikt nie otworzył kawiarni na tarasie z armatami?).

Biegniemy na ulicę Hallera, gdzie jest już nieco lepiej, bo jeden z parków ma więcej niż jedną alejkę, plac zabaw dla dzieci i fontannę. Żeby balans Mocy we wszechświecie był zachowany ma też grających często w alkoszachy stałych bywalców. Plus płynący z ich obecności jest taki, że jeśli chłopcu zbraknie zmyślnych komplementów – zakładamy, że w dzisiejszych czasach działają lepiej niż VW Golf i wytatuowane „gotykiem” na przedramieniu imię eks – to może się poratować krótkim wybiegowym przejściem przed żury. Przepraszam, jury. I tak możemy dowiedzieć się, że łobosz te młode dziewuchi, albo żeby moja stara miała takie włosy. (To jest ten moment, w którym zapisujecie te teksty na podryw – nigdy nie wiadomo, czy nie przydzadzą się za jakieś trzydzieści lat). Odchodzimy przy dźwiękach harmonijki i melodyjnym my młozi, my młozi, nam bhimber nie *hyp* zaszszszhozi.

„Park” naprzeciwko szpitala możemy sobie śmiało darować – raz, że daleko od cywilizacji, a dwa, że ustaliliśmy, że jedna alejka parku nie czyni.

Sytuację ratują tereny nadliwkowe, gdzie jest kawałek do przejścia, ławeczki też są, gwar z całkiem zadbanych boisk również, wspomnienia ciekawe także są, a i trawa jakaś taka jest ładniejsza. Więc jest fajnie i nawet prawie polecam!

Żeby nie było, że tylko marudzę – mam też kilka sugestii. Pierwsza – w parkach nie stawiamy śmietników tuż obok ławeczek, kto to w ogóle wymyślił? Któryś z pomysłodawców całował się kiedyś w wiacie śmietnikowej i chciał podzielić się wspomnieniami? Druga – w każdym parku stawiamy punkt lodziarni z ulicy Mieszka. Zdecydowanie. Najlepsze. Lody. W. Mieście. If you know what I mean.

To by było na tyle z mojej strony. A wy, drodzy Kwidzyniacy, gdzie chodzicie na spacery?

PS. Tekst z premedytacją marudny.
PS2. Miałem napisać podobny „przewodnik” po lokalach, ale nie wiem, czy zdążę, zanim padnie Spichlerz ;)
PS3. Przepraszam za liczne i przydługie zarazem wtrącenia, ale to jest tak charakterystyczne dla sposobu, w który nie myślę, że ciężko mi się tego wyzbyć.
PS4. Nie przegapcie Festiwalu Wieprzowiny, który będzie w sobotę!

 


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/users/wysocki/public_html/kamilwysocki.com/wordpress/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273