O tym, co się działo w wakacje

25-11-2012

Uwielbiam robić zdjęcia komórką przy każdej możliwej okazji, mimo że aparaty w telefonach komórkowych to błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Odkopałem właśnie zdjęcia z wakacji i zdecydowanie mam ochotę podzielić się niektórymi z nich i podsumować wakacje, bo – uwaga uwaga – to oficjalnie chyba ostatnie moje prawdziwe wakacje w życiu, później to będzie się nazywało urlop albo bezrobocie ;)

Na początek kotek. Dziewczyny lubią kotki.

Zacznijmy od spraw poważnych. Przez całe wakacje kręciłem się po budowie mostu. Kilkukrotnie w ciągu tygodnia. Zapowiada się na to, że powstanie z tego bardzo fajny materiał, który ujrzy światło dziennie zapewne po oddaniu obiektu (co wg. lokalnych gazet ma nastąpić jakoś w czerwcu 2013 roku).

Moim znajomym urodziła się pociecha. To trochę fascynujące patrzeć na sobie grzecznie z boku na taki proces… Lata lecą, a to już bardziej przeraża, niż fascynuje ;)

Bywało też mniej radośnie. Odwiedziny w szpitalach nie należą do rzeczy, które tygryski lubią jakkolwiek. Dobrze, że mają tam ciekawe plakaty.

Wróciła mi wiara w pokolenia młodsze od mojego. Dzieciaki w dzisiejszych czasach też rysują kredą! (I to nie na iPadzie).

Razem z kolegami z uczelni stworzyliśmy nasz pierwszy, dziewiczy film animowany i to z użyciem Motion Capture. Było ciężko, wyszło może tak sobie, ale nowe doświadczenie zdobyte i tego mi nikt nie zabierze. (Szkoda, że nie zmieściłem się w strój do MoCapu :D)

Przyszło mi sypiać w różnych miejscach. Pokoje z reguły mówiły wiele o lokator(k)ach.

Wakacje bez rybki nad morzem to żadne wakacje, więc trzeba było znaleźć czas i na to.

 Miałem okazję spędzić trochę czasu w Barcelonie. Piękne miasto, niesamowity klimat, problemy z dogadaniem się po angielsku. Dłuższa relacja pewnie pojawi się przed końcem tego roku.

Poza czasem spędzonym na pracy, projektach z uczelni i nauce trzeba było znaleźć czas na odpoczynek. Czasami dość agresywny. Poniżej Kozioł swoją siłą Hulka robi dziurę w ulicy. (Wracaj do kraju, chłopie).

Był też czas na przyjemniejsze rzeczy.

Uwielbiam poznawać nowych ludzi (co, jak mam czasami wrażenie, chyba nie jest dominującą cechą obywateli naszego kraju), więc bardzo in plus zaliczam poznanie Daniela (i kupy innych ludzi), z którym wcześniej mimo wspólnych znajomych jakoś się mijaliśmy. Wypiliśmy razem dużo dobrego piwa. Poznawanie ludzi to długi proces ciężko zapamiętać początek, więc przepraszam tych, którzy mają się zamiar obrazić za to, że ich nie wymieniłem ;)

Przesiedzieliśmy wszyscy kupę czasu w altance, czasami psując sobie po drodze nogi…

 …i grając na gitarze (albo w różne dziwne karciane gry).

 Tam też rodziły się i upadały ciekawe relacje ;) Czasami dyskutowaliśmy z psami o sensie życia.

O tę koszulkę jestem zazdrosny.

Ale w rekompensatę dostałem jeden z najlepszych prezentów świata, mini DeLoreana!

Na niektórych urodzinach nie sposób było donieść tort w całości.

Jak pewnie się domyślacie, zjedliśmy go później mimo wszystko. Te kilkanaście tygodni było jednym z fajniejszych okresów w moim życiu, ale żeby nie było zbyt nostalgicznie wrzucam znów wakacyjne koty i żegnam się, do następnego wpisu :)

 

  • Jędrzej

    Co do prezentu to sam posiadam taki tylko że w wersji filmowej. Jak go zobaczyłem to nie mogłem sie powstrzymać po prostu no. I kto mówi że nie można spełniać dziecięcych marzeń xD

  • Czy można gdzieś zobaczyć wasze efekty pracy z tym animowanym filmem ?

  • Spytam kumpla, bo gdzieś to wrzucał :D

  • o chętnie zobaczę :)

  • Można, można :D

  • Borys

    Kurcze Wyspa, Ty to masz talent, mimo, że mnie nie było miło się to przegląda :)

  • Dzięki, bałem się, że tylko dla mnie to będzie przystępne ;)

  • o rety!

  • Sylwiałę

    eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! <3

  • Wiedziałem, że koty przejdą :)