Panna Cotta

O tym, dlaczego warto fotografować jedzenie

19-03-2013

Odkąd pamiętam, zawsze na swój sposób fascynowała mnie fotografia żywności. Po części zapewne dlatego, że lubię dobre jedzenie, natomiast jest w niej też coś takiego, co sprawia, że małe danie na talerzu urasta do rangi dzieła (tak wiem, dania same w sobie w, dajmy na to, Nomie, są dziełami sztuki kulinarnej i estetycznej, ale mam na myśli dobrą zabawę w domu). Dodatkowo ten rodzaj fotografii jest świetnym sposobem na to, żeby poćwiczyć nieco pracę z aparatem i oświetleniem bez wychodzenia z domu. Nie wierzycie? Spójrzcie na Kwestię Smaku, gdzie zdjęcia dań Asi robione przez jej męża są doskonałe i – o ile wierzyć samej autorce ;) – powstają w domu. Możecie też sprawdzić jeden z postów na blogu portalu 500px, gdzie przedstawione są sylwetki użytkowników zajmujących się tym rodzajem zdjęć. Ja od samego patrzenia mam odruch Pawłowa i ślinę w kapciach.

Zachęcam was do fotografowania jedzenia jeszcze z jednego względu – można podciągnąć swoje umiejętności z zakresu gotowania (umówmy się, najlepiej fotografuje się jedzenie rzadko spotykane i estetyczne, a chęć zrobienia dobrego zdjęcia może nas pchnąć do spróbowania nowych rodzajów kuchni)  i spędzić miło czas w gronie obrzucających się nawzajem warzywami ludzi. Nie zapomnijcie tylko wrzucić aparatu do garnka, albo zalać obiektywów sosem ;)

PS. Na zdjęciu Panna Cotta, włoski deser, niezwykle szybki w przygotowaniu i delikatny w smaku.

Składniki na 4 filiżanki:

  • 300 ml mleka
  • 250 ml śmietanki tortowej 30%
  • laska wanilii lub cukier wanilinowy
  • 3-4 łyżeczki żelatyny
  • 4 łyżki cukru

Żelatynę wsypujemy do szklanki i zalewamy trzema łyżkami wody. Mieszamy na stosunkowo jednolitą papkę i odstawiamy na bok (żelatyna się skawali, ale nie należy się tym przejmować).

Na mały ogień wstawiamy garnek z mlekiem. Dolewamy śmietankę i cukier. Laskę wanilii przecinamy wzdłuż na pół i wydłubujemy ziarenka. Wrzucamy laskę wraz z ziarenkami do garnka z mlekiem. Można zamiast wanilii użyć cukru wanilinowego, bądź cukru z wanilią (w przypadku wanilinowego dodajemy do garnka całe, piętnastogramowe opakowanie… bez papierka). Mieszamy podgrzewając lekko (nie dajemy mieszance się zagotować). Kiedy cały cukier się rozpuści wyjmujemy laskę wanilii i dodajemy do garnka żelatynę. Energetycznie mieszamy aż do rozpuszczenia. Zdejmujemy garnek z ognia i przelewamy całość do filiżanek. Kiedy ostygną przykrywamy je folią i wstawiamy do lodówki na około 4 godziny, do momentu aż panna cotta stężeje. Następnie wyciągamy filiżanki z lodówki i delikatnie wyjmujemy deser na talerzyki. Podobno jeśli zanurzymy na chwilkę foremki w gorącej wodzie to panna cotta samoczynnie „puści” i będzie łatwiej ją wyjąć, ale jeszcze muszę to poćwiczyć ;) Podajemy z czym chcemy, mogą to być świeże owoce, sosy owocowe, czekoladowe i inne. W moim przypadku był to sos kawowo-czekoladowy (tabliczka czekolady, czubata łyżka kawy rozpuszczalnej, pół łyżki masła i kilka łyżek mleka rozpuszczonych na niewielkim ogniu) i migdały.