O tym, że mam nową ulubioną aplikację na telefon

30-01-2014

Robię zdjęcia telefonem na porządku dziennym. Z reguły jest to kilka zdjęć dziennie, może z wyjątkiem weekendów. Między piątkiem, a poniedziałkiem, liczba ta jest kilkukrotnie większa, chociaż nie są to raczej zdjęcia, które chcielibyście oglądać (a już na pewno ja nie chciałbym wam ich pokazać). Mam często przemożną ochotę wrzucić niektóre na Facebooka lub Instagrama, ale wrzucenie gołego zdjęcia w dzisiejszych czasach to sito jakich mało. Do niedawna moją ulubioną aplikacją była VSCOcam, ale król został zdetronizowany. Proszę państwa, Faded.

faded1

Wygląda podobnie? Nic dziwnego. Aplikacja pod wieloma względami jest kalką VSCOcam. Podobny, minimalistyczny design, prawie takie same opcje korekcji zdjęć, podobne filtry (chociaż jest ich więcej, nawet tych dostępnych bez dodatkowych opłat). Dodatkowo ma możliwość nakładania tekstur, wyboru ramek oraz dodawania – puryści językowi zamykają oczy i buzie – light leaków. Jest jednak kilka rzeczy, które stanowią o sile Faded. Pierwszą z nich są akcje.

Kiedy obrabiamy zdjęcie, w pamięci zachowywana jest cała historia zmian, którą podejrzeć możemy smyrając fotografię z góry na dół. Tam też możemy zapisać akcję, którą później możemy szybko zastosować na innych plikach. Aplikacja jest na tyle sprytna, że nie zapisze kadrowania i obrotu, które z reguły są specyficzne dla danego zdjęcia. Co to znaczy w praktyce? Oszczędność czasu, przede wszystkim, a poza tym również fakt, że tak naprawdę mamy możliwość zapisania nieograniczonej ilości stworzonych tymi ręcami filtrów. Brzmi pysznie? To nie wszystko.

faded2

Kolejnym bajerem, który posiada Faded, jest możliwość nakładania zdjęć. Wybieramy zdjęcie z biblioteki (bądź robimy nowe), nakładamy mu filtry i korekcje, a następnie zsuwamy dwa zdjęcia razem i wybieramy tryb mieszania… I gotowe! Łączyć można wiele zdjęć po kolei, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby bezpośrednio w telefonie stworzyć modne zdjęcia high key z drzewami zamiast twarzy.

Aplikacja ma również moduł fotografowania, rozbudowany nieco bardziej niż standardowy. Możemy wprowadzić korektę ekspozycji oraz zastosować niezwykle wygodny patent – dotknąć ekranu dwoma palcami. Pojawiają się dwa punkty – pierwszy oznacza miejsce, na którą ustawiana będzie ostrość, natomiast drugi odpowiada za ekspozycję. Punkty można później dowolnie przestawiać.

Faded ma jedno ALE – akcje są tylko lokalne i nie ma (w każdym razie póki co) możliwości podzielenia się nimi z innymi użytkownikami. Szkoda, bo mogłoby to napędzić dodatkową społeczność wokół aplikacji. Mam nadzieję, że twórcy zdecydują się dodać taką opcję w przyszłości. Póki co Faded zasługuje na najwyższą notkę. Do zobaczenia na #madewithfaded.

Aplikację pobrać można w App Store za 0,89 euro